Wzięłam sobie na tapetę jeden z tematów
serialowych, o których od dawna myślałam. LGBT w serialach telewizyjnych. Broń Borze Liściasty nie jestem
homofobem, ale uważam, że niektórzy ludzie uznają się za 'bi', bo jest to
popularne w ostatnim czasie, a telewizja wciska wątki homoseksualne
wszędzie - krzycząc 'jesteśmy tolerancyjni'.
Jak
wszyscy wiemy o wolność słowa, czy tolerancję ludzie walczą od zalania
dziejów. Za inny kolor skóry, czy inną orientację można było zostać
straconym; niestety również i dzisiaj ludzie bawią się w bogów, bo
przecież jedyną słuszną rasą jest rasa biała i jedyny słuszny związek to
kobieta z mężczyzną.
Dawniej
telewizja stąpała po kruchym lodzie, umieszczając wątek homoseksualny w swoim wytworze, ale robiła to dużo 'apetyczniej'. Najczęściej mieliśmy
bohatera, który faktycznie zmierzał się z własnym ja. Myślał, szukał
własnej drogi, w większości przypadków był to nieśmiały chłopak, który
bał się reakcji najbliższego otoczenia, był w wieku licealnym i
prawdopodobnie miał jakieś kontakty damsko-męskie za sobą, jak np. Jack z
'Dawson's Creek', czy Kevin z 'Brothers and sisters'. Obaj zorientowali
się w klasie maturalnej, że kobiety ich nie pociągają tak, jak
opowiadają bracia, czy koledzy. Obaj mieli za sobą relacje z
koleżankami. Pod to mogę podciągnąć jeszcze Emily z 'Pretty Little
Liars', co prawda była młodsza, ale również miała za sobą związek z
bodajże Benem, zanim odkryła siebie - początkowe rozważania, strach i historia tej postaci były naprawdę przyziemne.
Co
roku telewizje amerykańskie wypuszczają zwiastuny i opisy seriali,
które walczą o zielone światło (czyli dostają miejsce w ramówce). Ciężko
znaleźć produkcję, w której nie pojawia się homoseksualna postać. Bo
przecież wszyscy krzyczą 'jesteśmy tolerancyjni', a mniej oficjalnie
jest to po prostu rzecz must be obecnych czasów, tak samo jak miłosny
trójkąt, branie narkotyków, nieślubne dziecko itd.
I
o ile w pewnych serialach to wygląda naturalnie (a o to chyba chodzi w
serialach obyczajowych, żeby odnaleźć w bohaterach ludzi z krwi i kości z
prawdziwymi emocjami, w których odnajdujemy niekiedy siebie) albo mamy serial, który mówi wprost - będą lesbijki
i o nich jest ta historia, jak np. 'The L Word', to w innych jest to
wpychanie na siłę takiego wątku, m.in.: 'The 100'.
Clarke
i Lexa z 'The 100'. Pierwsza z nich zakochana na zabój w chłopaku,
którego musiała zabić; postać irytująca od pierwszych minut. A kiedy na
horyzoncie pojawia się ta druga, fani piszczą, bo chemia! Osobiście jej
nie widzę, ale słaby ze mnie chemik. Oczywiście całują się, idą do
łóżka, jedna zdradza drugą i to w perfidny sposób, że ginie masa osób,
po czym zaczynamy nowy sezon i miłość jak gdyby nigdy nic odżywa - spoiler alert - Lexa i tak ginie.
Drugim
takim serialem jest dla mnie 'Younger', gdzie najlepsza przyjaciółka
głównej bohaterki, Elizy, jest lesbijką; samotna po czterdziestce, lubiąca się
bawić. Chociaż bawić to słabe określenie, ona uwielbia orgie i jest
bardzo agresywna w swoim byciu. Raz, że jej nie kupuję, dwa jej niektóre
sceny przypominają tandetne porno. I nie, nie zmieniłabym zdania, gdyby
była heteroseksualna. Po prostu widać brak pomysłu na tę postać, a tylko dziki okrzyk - weźmy starą lesbę i będzie super.
Kolejną
pozycją na liście jest Connor z 'Eye Candy'. Przyjaciel głównej
bohaterki gejem? Best friend ever. I lepszego nie znajdzie, nigdy. To
taki słaby stereotyp, który gdzieś się przyjął i ałtoreczki w opowiadaniach różnorakich uwielbiają go powielać.
90210
był serialem, składającym się z samych dramatów: dziecko w liceum,
ćpanie, rak, śmierć rodzica, rozwód rodzica, gwałt, zdrada, trójkąty
miłosne, odrzucone odczucie, psycho znajomi, więc nie mogło zabraknąć
geja, który wziął się w zasadzie znikąd. Teddy, bo o nim mowa był
bogaty, przystojny, umawiał się z dwoma bohaterkami z paczki. Z jedną z
nich tworzył naprawdę fajną parę i fani byli podekscytowani. I bach!
Raptem kilka odcinków później, kiedy zerwali, Theodor zaczął się nad
sobą zastanawiać (nie pamiętam, czy nie miał jakiejś przygody z
chłopakiem wtedy), żeby odrzucić te 'niedorzeczne' myśli - sypiał z kim
popadnie. Jednak i to nic nie dało, w końcu przyznał się przed sobą i
innymi, że jest gejem. Gdyby scenarzyści od razu wprowadzili jego wątpliwości, co d swojej orientacji - w życiu bym się nie przyczepiła, ale wątek, który wziął się z dupy?
CW, która od zawsze musi walczyć o widzów w przedziale 18-24 uwielbia stawiać swoich bohaterów w środku dramy wszelakiej - najbardziej znana zagrywka - trójkąty miłosne (Stefan-Elena-Damon, Elijah-Hayley-Jackson, Peyton-Lucas-Brooke, Eddie-Iris-Barry, Lauren-Olivier-Tommy i tak w nieskończoność).
CW, która od zawsze musi walczyć o widzów w przedziale 18-24 uwielbia stawiać swoich bohaterów w środku dramy wszelakiej - najbardziej znana zagrywka - trójkąty miłosne (Stefan-Elena-Damon, Elijah-Hayley-Jackson, Peyton-Lucas-Brooke, Eddie-Iris-Barry, Lauren-Olivier-Tommy i tak w nieskończoność).
Glee?
Rola Chrisa Colfera jako Kurta była świetna. Chociaż jego porcelanowa
buźka wkurzała mnie tak samo, jak wiecznie wiedząca wszystko Rachel to
dało się z nim utożsamić. Z jednej strony był pewny siebie, tworzył
własne ubrania, z drugiej - był popychadłem w szkole i nie potrafił
przyznać otwarcie przed ojcem, że ma inną orientację seksualną, mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały. To jedna z nielicznych postaci, jakie miałam okazję oglądać, która wiedziała od zawsze, która była świadoma i nigdy nie robiła z tego szopki (jak Santana np.)
I chociaż w serialu pojawiały się kolejne postacie ze środowiska LGBT to tylko kilka z nich
dało się 'kupić'.
Blaine, pewny siebie lider wrogiego chóru, który wiedział kim był i co chciał robić. Był też świadomy swojej orientacji.
Karofsky, który był pierwszym stręczycielem Kurta i w dalszych sezonach wyszło na jaw, że czuje coś do swojej ofiary, a gdy jego orientacja stała się numerem jeden na szkolnych korytarzach - chciał popełnić samobójstwo, nie mogąc zaakceptować siebie.
Blaine, pewny siebie lider wrogiego chóru, który wiedział kim był i co chciał robić. Był też świadomy swojej orientacji.
Karofsky, który był pierwszym stręczycielem Kurta i w dalszych sezonach wyszło na jaw, że czuje coś do swojej ofiary, a gdy jego orientacja stała się numerem jeden na szkolnych korytarzach - chciał popełnić samobójstwo, nie mogąc zaakceptować siebie.
To
były postacie, które przynosiły skrajne emocje, ale które były
prawdziwe. W przeciwieństwie np. do Santany, ale to może wynika z braku
mojej osobistej sympatii do jej postaci.
Shamless
to jeden z moich ulubionych seriali, który wszystko w sobie. A
przede wszystkim patologie, o której nie do końca się mówi i chce
słuchać. Jeden z braci Fiony, Ian, jest gejem. Swojej orientacji jest
(powiedzmy) świadom od najwcześniejszych lat. Podobnie, jak Kurt, ma
swojego stręczyciela, który w późniejszym czasie zostaje jego
kochankiem. Micky jednak ucieka od powiedzenia przed sobą 'jestem
gejem'. Długo schodzi mu przyznanie się przed sobą, a jeszcze dłużej
przed ojcem-homofobem. I chociaż najpierw Iana nie znosiłam i jego
relacja ze swoim szefem, w pierwszym sezonie, była dla mnie wręcz
straszna (był wtedy głupim dzieciakiem, a miał romans ze starszym facetem i
czasem to wyglądało jakby go wykorzystywał) to teraz kibicuję jemu i
M. całym sercem; szczególnie, kiedy postać Mickeya się rozwinęło przez ostatnie kilka sezonów.
W
2012 roku stacja ABC wypuściła serial o muzyce country, w którym pojawiła się postać Willa-kowboja, który od pierwszych odcinków miał intymne kontakty z mężczyznami, ale walczył z tym, bo przecież nie mógł być gejem! Był gwiazdą! Robił wszystko, by nie myśleć o kolejnych poznanych chłopakach i zbłądził. Wziął udział w reality
show, żeniąc się z dziewczyną, która naprawdę go pokochała. I to trwało
trochę, aż w końcu powiedział żonie prawdę. Mimo początkowej nienawiści,
dziewczyna mu pomogła, a w obecnych odcinkach 'sekret' Willa wyszedł na
jaw i jako znana osobistość Nashville stara się wrócić na szczyty -
postaci chłopca z gitarą fanką nie jestem, ale sam aktor i historia,
którą stworzyli scenarzyści jest przekonywująca. Nie jest wstawiona na
siłę, bo must be, chociaż z początku mogło się tak wydawać.
UnREAL
to jeden z moich hitów zeszłego sezonu, który opowiada o reality show i
o kawalerze, szukającym żony. Jest to jeden z najprawdziwszych
produkcji, jakie widziałam, jeśli chodzi o postacie. I tak, jest tam
wątek lesbijski. Faith, jedna z uczestniczek, jest bardzo pobożną
dziewczyną z malutkiego miasteczka (to też częsty wątek), która przyszła
do programu, bo szuka męża i babcia pyta, gdzie jakiś kawaler.
Przychodzi moment, w którym Rachel, główna bohaterka i największa manipulatorka chce zrobić show - bo F. jest dziewicą, a jej pierwsza noc w takim programie to byłby hit w słupkach oglądalności; poznając przyjaciółkę dziewczyny i ich wspólne historie orientuje się, że nie jest to tylko przyjaźń. Sama F. jest bardzo niewinna i naiwna, zachowuje się czasem jak dziecko i sama do końca nie rozumie swojej orientacji. I tutaj, chociaż aktorka, która portretuje Faith jest straszna i jej głos jest mdły jak flaki z olejem to tę historię kupuję.
Przychodzi moment, w którym Rachel, główna bohaterka i największa manipulatorka chce zrobić show - bo F. jest dziewicą, a jej pierwsza noc w takim programie to byłby hit w słupkach oglądalności; poznając przyjaciółkę dziewczyny i ich wspólne historie orientuje się, że nie jest to tylko przyjaźń. Sama F. jest bardzo niewinna i naiwna, zachowuje się czasem jak dziecko i sama do końca nie rozumie swojej orientacji. I tutaj, chociaż aktorka, która portretuje Faith jest straszna i jej głos jest mdły jak flaki z olejem to tę historię kupuję.
Tak
samo jak historię ze Skinsów. Skins czy Misfits to jedne z 'brudnych'
seriali, w których dragi, alkohol i seks są na porządku dziennym, ale to nie przyćmiewa
poszczególnych historii całkiem złożonych postaci.
Jedną
z nich jest Naomi, obeznana ze swoją orientacją od lat;
dziewczyna otwarta, szczera, nie bojąca się eksperymentować, która sama
opowiada homoseksualne dowcipy. I która zaczyna czuć coś do jednej z
bliźniaczek ze swojej szkoły - Emily, która z początku jest jej totalnym
przeciwieństwem. Z pojawieniem się N. w jej życiu dziewczyna staje
faktycznie przed lustrem z pytaniem o swoją orientację. Mimo podchodów i
bawienia się w kotka i myszkę, dziewczyny w końcu się schodzą,
przeżywając najlepsze i najgorsze etapy życia. I o ile wśród ich znajomych nie jest to wielki szok to rodzice Emily nie biorą tego na poważnie; z resztą jej
bliźniaczka, Katie, ciągle udaje, że to się wcale nie dzieje, że 'wcale nie jesteś lesbijką, jesteś po prostu głupia'.
Świetnie, że ludzie walczą z nietolerancją w
każdy możliwy sposób, ale nie trzeba tego wrzucać dosłownie wszędzie (jeśli chodzi o seriale),
robiąc z tego przygłupie przedstawienia - bo niestety niektóre wątki,
wprowadzone z przysłowiowej dupy, a może i z powodu braku czasu antenowego (więc na szybko), wydają
się po prostu śmieszne. To samo można przypisać trójkątom miłosnym (Stefan-Elena-Damon),
narkotykom (Cook 'Skins'), czy niezliczonej ilości przyrodniego rodzeństwa (kolejna siostra Meredith Grey).
Myślę, że temat można trochę przyrównać do serialu MTV 'Faking it' i jego głównych bohaterek - Karmy i Amy, które dla większej popularności w szkole postanawiają udawać parę lesbijek. Przecież można się na tym wybić! Trochę poudajemy i będziemy cool, a potem? A potem i tak słupki oglądalności lecą w dół, widzowie typują w każdej postaci geja, czy lesbijkę (bo np. dobrze ubrany facet 'MUSI' być gejem). Wszystko po to, by zrobić kretyna z oglądającego (scenarzyści LOST i PLL chyba do dziś nie są świadomi, że fajni świetnie kojarzą nie rozwiązane wątki) i krzyczeć głośno - jesteśmy tolerancyjni, ale czy tak faktycznie jest?
BTW. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam takim tekstem ani poszczególnymi frazami, czasami ciężko znaleźć mi jakikolwiek synonim do pewnych słów. I owszem uważam, że glamoryzacja tego środowiska robi większą krzywdę - dalej różnicując społeczeństwo. A chyba chodzi o to, żebyśmy WSZYSCY byli równi, biały, czarny, żółty, gej, czy prawosławny. I broń Borze Liściasty, nie mam nic do młodych ludzi, którzy poznają siebie i swoje potrzeby, bo to normalne, ale chodzi o bycie cool i pro i sprawdzanie, jak to jest z dziewczyną dla szpanu - bo opowiadanie na prawo i lewo, co się robiło to nic innego (i działa to również w przypadku par hetero).
I pozdrawiam Patt, bo przez nią udało mi się część poprawić, a i zaczerpnąć trochę poważnych słów!
T.
BTW. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam takim tekstem ani poszczególnymi frazami, czasami ciężko znaleźć mi jakikolwiek synonim do pewnych słów. I owszem uważam, że glamoryzacja tego środowiska robi większą krzywdę - dalej różnicując społeczeństwo. A chyba chodzi o to, żebyśmy WSZYSCY byli równi, biały, czarny, żółty, gej, czy prawosławny. I broń Borze Liściasty, nie mam nic do młodych ludzi, którzy poznają siebie i swoje potrzeby, bo to normalne, ale chodzi o bycie cool i pro i sprawdzanie, jak to jest z dziewczyną dla szpanu - bo opowiadanie na prawo i lewo, co się robiło to nic innego (i działa to również w przypadku par hetero).
I pozdrawiam Patt, bo przez nią udało mi się część poprawić, a i zaczerpnąć trochę poważnych słów!
Zapomniałaś o Maxxiem ze "Skins", pierwsza generacja była moim zdaniem najlepsza :)
OdpowiedzUsuńA ja sama jako pewna na 100% swojej orientacji biseksualistka boleśnie doświadczam tych serialowych mitów i stereotypów. Albo ludzie myślą, że chcę być modna, albo, że sypiam z kim popadnie, jak we wspomnianym przez Ciebie beznadziejnym "younger". I ta rola przyjaciela geja-pociesznego idioty - najlepsza chyba byla w Bridget Jones :)
Brawo :D zakładamy klub przeciwników komercji środowiska? Ja już dziś na temat wad promowania tolerancji wypowiadałam się u K. Seriale tak samo jak i parady i dalej są przykładem tego, że LGBT jeat tylko zjawiskiem - kogo obchodzi że przez to własna rodzina nie chce rozmawiac z takim człowiekiem. O połowie z tycj seriali nie slyszalam, ale... Chyba już nie chce ;)
OdpowiedzUsuń