9 marca 2016

oo5. Miniatura #1





Jednego dnia jesteś żoną, dbającą o dom, ukochanego, ognisko domowe. Czekasz z niecierpliwością na niego – masz ważną wiadomość. 

Następnego dowiadujesz się, że twoje starania poszły na marne, ponieważ nie jesteś
już jedyną kobietą w jego życiu i dziecko, które nosisz pod sercem, tego nie zmieni. 

Jednego dnia jesteś najlepszym rozgrywającym w drużynie, masz pieniądze, kobiety i podobno najlepszych przyjaciół pod słońcem.

Następnego upadasz i dowiadujesz się, że nigdy więcej nie zagrasz. Szukasz wsparcia, którego nie znajdujesz. Zostajesz sam – przyjaciele znaleźli sobie nowego lidera. 

Jednego dnia jesteś lekarzem ratującym życie przedszkolaka. Walczysz z sercem, które nie umie sobie poradzić. Mimo zmęczenia i braku tchu – wygrywasz.

Następnego budzi cię pielęgniarka, informując, że twój pacjent właśnie umiera. Reanimujesz, mimo że nic nie możesz już zrobić, to twój pierwszy zgon – nie zapomnisz tego nigdy. 

Jednego dnia jesteś studentem sztuk pięknych. Jesteś szczęśliwy, planujesz przyszłość z dziewczyną, za którą szalejesz.

Następnego dowiadujesz się, że bardzo jej przykro, ale to koniec. Siadasz na łóżku
– twój świat właśnie się zatrzymał. 

Jednego dnia jesteś zwykłą asystentką. Zajmujesz się dokumentami, parzeniem kawy, robieniem prezentacji dla szefa – nie dostrzegasz, że powoli rozbijasz komuś rodzinę. 

Następnego jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie – powiedziałaś tak. 


Z goryczą przełykasz ślinę, przekraczając próg rodzinnego domu. Czekasz tylko, aż twoja matka powie „a nie mówiłam?”, ale tak się nie dzieje. Przytula cię mocno – a świat przestaje się liczyć - w końcu nie musisz trzymać fasonu. 

Mijają dni, a ty sięgasz po kolejne butelki z wysokoprocentową zawartością. Nie odbierasz telefonów od prasy, rodziny. Ludzie zaczynają zaglądać ci w okna, a ty masz wszystko
w dupie – twój świat się zawalił. Z pięknego orła zostało tylko pióro. 

Wiesz, że ludzka śmierć wpisana jest w twój zawód, ale nie umiesz sobie poradzić. Każda próba snu kończy się głośnym płaczem. Kiedy twój przełożony każe ci się wziąć w garść,
ty zastanawiasz się nad sensem swojej pracy. Czy na pewno chcesz być lekarzem?

Stajesz na środku placu z całym swoim dobytkiem i nie wiesz, co masz zrobić. Jeszcze chwilę temu byłeś szczęśliwym artystą, teraz czujesz się jak śmieć. Nie jesteś w stanie ruszyć się
z miejsca, a co dopiero przygotować swoją wystawę, o której tak marzyłeś. 

Jesteś szczęśliwa, patrząc na pierścionek od niego. Wszyscy z jego otoczenia dają
ci do zrozumienia, że prędzej czy później się tobą znudzi i wróci do brzemiennej żony – robisz więc dobrą minę do złej gry i udajesz, że wszystko jest okej. 


Mijają miesiące i zauważasz, że nie-twój mąż zaczyna coraz bardziej się interesować tobą
i twoim stanem, ale nie jesteś już taka naiwna. Tym razem nie dasz sobie opowiedzieć bajki ze szczęśliwym zakończeniem. Zbywasz go, dając do zrozumienia, że świetnie radzisz sobie SAMA. A na koniec dnia, oglądając się w lustrze możesz ze spokojem powiedzieć – nareszcie jestem szczęśliwa.

Mijają miesiące, a ty nie zauważasz swojego małego problemu. Po milionach nieodebranych połączeń, przed twoimi drzwiami, zjawia się siostra. Grozi, że nie odejdzie, póki nie otworzysz. Kuśtykasz nawalony w trzy dupy i z rozbrajającym uśmiechem mówisz – mam się zajebiście – na szczęście jest mądrzejsza, dając ci po ryju. 

Mijają miesiące nim możesz spojrzeć z czystym sumieniem w swoje odbicie. Nocne krzyki powoli ustępują i teraz wiesz, że proszenie o pomoc nie jest żadnym wstydem. Terapia ci pomaga. 

Mijają miesiące w ciągu których ani razu nie ruszyłeś farb. Czujesz się do dupy, nie masz humoru, nie jesz, za to dużo palisz. Aż któregoś wieczoru mówisz do siebie – pierdolę – odpalasz kolejnego papierosa i otwierasz szkicownik. Nadszedł czas, żeby znów zawojować świat.
Mijają miesiące, planujesz ślub, wybierasz suknię. Udajesz, że wszystko jest okej – to tylko jego chwilowe wątpliwości. Przecież ona się nie liczy, liczysz się ty. On zawsze tak mówił. Uśmiechasz się do swojego odbicia, ale gdzieś w głębi obawiasz się, że twoja suknia nie doczeka tego dnia.


Pogodziłaś się już z myślą, że będziesz samotną mamą. Zaczynasz nowe życie i choć on dalej będzie w nim uczestniczył – jesteś silniejsza. Meblując SWOJE mieszkanie, tworzysz własne zasady; nie musisz się już przejmować tym, że kanapa powinna stać przy oknie. Teraz
to TWOJA kanapa i stoi tam, gdzie powinna. 

Twoja siostra jest uparta bardziej niż ty. Codziennie walczycie o przetrwanie dnia,
ale w końcu dostrzegasz, że TWOJE życie jeszcze się nie skończyło – a los chce ci dać drugą szansę. I chociaż już nigdy nie zagrasz dla ukochanej drużyny, masz szansę zarazić pasją młodsze pokolenie, stworzyć drużynę na własne podobieństwo. Tylko mądrzejszą w wybory.

Stajesz przed wyborem specjalizacji. I chociaż kilka miesięcy temu nie wiedziałaś, co wybrać teraz jesteś pewna tego bardziej niż czegokolwiek – będziesz walczyć z ludzkim sercem.
Z czasem udaje ci się ponownie otworzyć na współpracowników i okazuje się, że razem możecie zdziałać cuda. 

Udaje ci się skończyć obrazy przed terminem pierwszej wystawy. Jesteś z siebie dumny, dałeś radę, mimo przeciwności losu. Szykując się na SWOJE wydarzenie, przeglądasz się w lustrze i pierwszy raz od miesięcy – uśmiechasz się; możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. 

TWÓJ dzień nadchodzi, a ty tego nie czujesz. Nie ma radości, ani uśmiechu. Gdzieś po drodze zgubiłaś jego i chociaż dwoisz się i troisz on jest jakiś niedostępny. W końcu mówi ci, że nie może cię poślubić i tym razem to TWOJE życie zmienia się na zawsze. 


Nadchodzi dzień, w którym twoja córka postanawia się urodzić. Jesteś sama,
ale nie boisz się. Oddychasz tak, jak cię uczyli i po kolei robisz wszystko tak, jak zaplanowałaś wcześniej. Jedziesz do szpitala, informując eksa, że to już

Siedzisz w szpitalu, czekając na wyniki prześwietlenia. Modlisz się, żebyś przestał kuśtykać, 
w końcu zostajesz trenerem! Dla zabicia czasu i nerwów, przysiadasz się do samotnej ciężarnej kobiety. Zaczynacie rozmawiać, a ty zaczynasz nawet żartować. 

Na izbie trafiasz na młodego chłopaka, który po pijaku, władował się całym sobą
w przystanek autobusowy. Słuchasz jego historii na trzy pokolenia wstecz, starając opatrzyć jego głowę bezboleśnie. Uśmiechasz się, wiesz, że to dobry dzień na uratowanie komuś życia. 

Po udanym wernisażu pijany i szczęśliwy ruszasz miastem do domu. Odpisując
na jej gratulacje, wpadasz na przystanek, rozbijając boczną szybę. Rozcinasz łuk brwiowy,
ale zamiast syczeć z bólu, zaczynasz się histerycznie śmiać. Trafiasz na izbę i opowiadasz historię swojego życia. Wiesz, że to był udany wieczór, mimo wszystko. 

Pod wieczór on dostaje wiadomość, po której wybiega z waszego gniazdka jak oparzony. Jesteś świadoma, że to koniec. Pakujesz walizki, ściągasz pierścionek, zostawiasz liścik i wychodzisz. Chciałaś być jedyną – nie wyszło. 

Nie zdążysz mrugnąć - a twoje życie się zmienia.  

... 

Jeden kolor przedstawia jedną osobę i jej historię na przestrzeni jakiegoś okresu czasu. Nie wiem, czy jestem z tego w stu procentach zadowolona - muszę się z tym przespać i wtedy ocenię, poprawię, czy jednak jest tak, jak zaplanowałam sobie we łbie. Napisałam to, inspirując się starym postem znajomej z RPG. Tylko, że u niej było ładniej - było więcej emocji. Ja walczę z opisem emocji. Uczę się tego ciągle, bo to mi bardzo nie idzie.
Walczę z blogspotem i zostawianiem przez niego pojedynczych liter.  Może ktoś ma jakąś złotą uwagę? 

2 komentarze:

  1. Jak człowiek załapie, że te kolorki oznaczają JEDEN KOLOR = JEDNA HISTORIA, to łapie się sens. Ciekawy pomysł i spójne zakończenie, za to duży plus.

    A poza tym trochę chaosu w głowie, zanim się załapie, o co biega :D

    Czy ten tekst to jakiś eksperyment? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie cały czas się zmienia z jednej stron to dobrze, ale z drugiej niekoniecznie chociażby w przypadku żony zdradzanej przez męża. Mimo to uważam że zmiany są potrzebne w naszym życiu to właśnie dzięki nim upewniamy się na czym stoimy.
    Pozdrawiam :) Kamila Mizera blog klik

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad ;)
Raczej aktywnie odpowiadam na komentarze i chętnie zaglądam na inne blogi ;)