Jednego dnia jesteś żoną, dbającą
o dom, ukochanego, ognisko domowe. Czekasz z niecierpliwością na niego – masz ważną wiadomość.
Następnego dowiadujesz się,
że twoje starania poszły na marne, ponieważ nie jesteś
już jedyną kobietą w jego życiu i
dziecko, które nosisz pod sercem, tego nie zmieni.
Jednego dnia
jesteś najlepszym rozgrywającym w drużynie, masz pieniądze, kobiety i podobno najlepszych przyjaciół pod słońcem.
Następnego
upadasz i dowiadujesz się, że nigdy więcej nie zagrasz. Szukasz wsparcia, którego
nie znajdujesz. Zostajesz sam – przyjaciele znaleźli sobie nowego lidera.
Jednego dnia jesteś
lekarzem ratującym życie przedszkolaka. Walczysz z sercem, które nie umie sobie poradzić. Mimo zmęczenia i braku tchu – wygrywasz.
Następnego budzi cię
pielęgniarka, informując, że twój pacjent właśnie umiera. Reanimujesz, mimo że
nic nie możesz już zrobić, to twój pierwszy zgon – nie zapomnisz tego nigdy.
Jednego dnia jesteś
studentem sztuk pięknych. Jesteś szczęśliwy, planujesz przyszłość z dziewczyną, za którą szalejesz.
Następnego dowiadujesz się,
że bardzo jej przykro, ale to koniec.
Siadasz na łóżku
– twój świat właśnie się zatrzymał.
Jednego dnia jesteś zwykłą
asystentką. Zajmujesz się dokumentami, parzeniem kawy, robieniem prezentacji
dla szefa – nie dostrzegasz, że powoli rozbijasz komuś rodzinę.
Następnego jesteś
najszczęśliwszą osobą na świecie – powiedziałaś tak.
Z goryczą przełykasz ślinę,
przekraczając próg rodzinnego domu. Czekasz tylko, aż twoja matka powie „a nie mówiłam?”, ale tak się nie dzieje.
Przytula cię mocno – a świat przestaje się liczyć - w końcu nie musisz trzymać
fasonu.
Mijają dni, a
ty sięgasz po kolejne butelki z wysokoprocentową zawartością. Nie odbierasz
telefonów od prasy, rodziny. Ludzie zaczynają zaglądać ci w okna, a ty masz
wszystko
w dupie – twój świat się zawalił. Z pięknego orła zostało tylko pióro.
Wiesz, że ludzka śmierć
wpisana jest w twój zawód, ale nie umiesz sobie poradzić. Każda próba snu
kończy się głośnym płaczem. Kiedy twój przełożony każe ci się wziąć w garść,
ty zastanawiasz się nad sensem swojej pracy. Czy
na pewno chcesz być lekarzem?
Stajesz na środku placu z
całym swoim dobytkiem i nie wiesz, co masz zrobić. Jeszcze chwilę temu byłeś
szczęśliwym artystą, teraz czujesz się jak śmieć. Nie jesteś w stanie ruszyć
się
z miejsca, a co dopiero przygotować swoją wystawę, o której tak marzyłeś.
Jesteś szczęśliwa, patrząc
na pierścionek od niego. Wszyscy z jego otoczenia dają
ci do zrozumienia, że prędzej czy później się tobą znudzi i wróci do
brzemiennej żony – robisz więc dobrą minę do złej gry i udajesz, że wszystko
jest okej.
Mijają miesiące i
zauważasz, że nie-twój mąż zaczyna
coraz bardziej się interesować tobą
i twoim stanem, ale nie jesteś już taka naiwna. Tym razem nie dasz sobie
opowiedzieć bajki ze szczęśliwym zakończeniem. Zbywasz go, dając do
zrozumienia, że świetnie radzisz sobie SAMA. A na koniec dnia, oglądając się w
lustrze możesz ze spokojem powiedzieć – nareszcie
jestem szczęśliwa.
Mijają miesiące,
a ty nie zauważasz swojego małego
problemu. Po milionach nieodebranych połączeń, przed twoimi drzwiami, zjawia
się siostra. Grozi, że nie odejdzie, póki nie otworzysz. Kuśtykasz nawalony w
trzy dupy i z rozbrajającym uśmiechem mówisz – mam się zajebiście – na szczęście jest mądrzejsza, dając ci po
ryju.
Mijają miesiące nim możesz
spojrzeć z czystym sumieniem w swoje odbicie. Nocne krzyki powoli ustępują i teraz
wiesz, że proszenie o pomoc nie jest żadnym wstydem. Terapia ci pomaga.
Mijają miesiące w ciągu
których ani razu nie ruszyłeś farb. Czujesz się do dupy, nie masz humoru, nie
jesz, za to dużo palisz. Aż któregoś wieczoru mówisz do siebie – pierdolę – odpalasz kolejnego papierosa
i otwierasz szkicownik. Nadszedł czas, żeby znów zawojować świat.
Mijają miesiące, planujesz
ślub, wybierasz suknię. Udajesz, że wszystko jest okej – to tylko jego chwilowe wątpliwości. Przecież ona się nie liczy, liczysz się ty. On zawsze tak mówił. Uśmiechasz się do
swojego odbicia, ale gdzieś w głębi obawiasz się, że twoja suknia nie doczeka tego dnia.
Pogodziłaś się już z myślą,
że będziesz samotną mamą. Zaczynasz nowe życie i choć on dalej będzie w nim uczestniczył – jesteś silniejsza. Meblując
SWOJE mieszkanie, tworzysz własne zasady; nie musisz się już przejmować tym, że
kanapa powinna stać przy oknie. Teraz
to TWOJA kanapa i stoi tam, gdzie powinna.
Twoja siostra
jest uparta bardziej niż ty. Codziennie walczycie o przetrwanie dnia,
ale w końcu dostrzegasz, że TWOJE życie jeszcze się nie skończyło – a los chce
ci dać drugą szansę. I chociaż już nigdy nie zagrasz dla ukochanej drużyny,
masz szansę zarazić pasją młodsze pokolenie, stworzyć drużynę na własne
podobieństwo. Tylko mądrzejszą w wybory.
Stajesz przed wyborem specjalizacji.
I chociaż kilka miesięcy temu nie wiedziałaś, co wybrać teraz jesteś pewna tego
bardziej niż czegokolwiek – będziesz walczyć z ludzkim sercem.
Z czasem udaje ci się ponownie otworzyć na współpracowników i okazuje się, że
razem możecie zdziałać cuda.
Udaje ci się skończyć
obrazy przed terminem pierwszej wystawy. Jesteś z siebie dumny, dałeś radę,
mimo przeciwności losu. Szykując się na SWOJE wydarzenie, przeglądasz się w
lustrze i pierwszy raz od miesięcy – uśmiechasz się; możesz powiedzieć, że
jesteś szczęśliwy.
TWÓJ dzień nadchodzi, a ty
tego nie czujesz. Nie ma radości, ani uśmiechu. Gdzieś po drodze zgubiłaś jego i chociaż
dwoisz się i troisz on jest jakiś
niedostępny. W końcu mówi ci, że nie może cię poślubić i tym razem to TWOJE
życie zmienia się na zawsze.
Nadchodzi dzień, w którym
twoja córka postanawia się urodzić. Jesteś sama,
ale nie boisz się. Oddychasz
tak, jak cię uczyli i po kolei robisz wszystko tak, jak zaplanowałaś wcześniej.
Jedziesz do szpitala, informując eksa,
że to już.
Siedzisz w
szpitalu, czekając na wyniki prześwietlenia. Modlisz się, żebyś przestał
kuśtykać,
w końcu zostajesz trenerem! Dla zabicia czasu i nerwów, przysiadasz
się do samotnej ciężarnej kobiety. Zaczynacie rozmawiać, a ty zaczynasz nawet
żartować.
Na izbie trafiasz na
młodego chłopaka, który po pijaku, władował się całym sobą
w przystanek autobusowy. Słuchasz jego historii na trzy pokolenia wstecz,
starając opatrzyć jego głowę bezboleśnie. Uśmiechasz się, wiesz, że to dobry
dzień na uratowanie komuś życia.
Po udanym wernisażu pijany
i szczęśliwy ruszasz miastem do domu. Odpisując
na jej gratulacje, wpadasz na
przystanek, rozbijając boczną szybę. Rozcinasz łuk brwiowy,
ale zamiast syczeć z bólu, zaczynasz się histerycznie śmiać. Trafiasz na izbę i
opowiadasz historię swojego życia. Wiesz, że to był udany wieczór, mimo
wszystko.
Pod wieczór on dostaje wiadomość, po której wybiega
z waszego gniazdka jak oparzony. Jesteś świadoma, że to koniec. Pakujesz
walizki, ściągasz pierścionek, zostawiasz liścik i wychodzisz. Chciałaś być jedyną – nie wyszło.
Nie zdążysz mrugnąć - a twoje życie się zmienia.
...
Jeden kolor przedstawia jedną osobę i jej historię na przestrzeni jakiegoś okresu czasu. Nie wiem, czy jestem z tego w stu procentach zadowolona - muszę się z tym przespać i wtedy ocenię, poprawię, czy jednak jest tak, jak zaplanowałam sobie we łbie. Napisałam to, inspirując się starym postem znajomej z RPG. Tylko, że u niej było ładniej - było więcej emocji. Ja walczę z opisem emocji. Uczę się tego ciągle, bo to mi bardzo nie idzie.
Walczę z blogspotem i zostawianiem przez niego pojedynczych liter. Może ktoś ma jakąś złotą uwagę?