28 marca 2016

oo7. LGBT, jako popularny wątek serialowy

Wzięłam sobie na tapetę jeden z tematów serialowych, o których od dawna myślałam. LGBT w serialach telewizyjnych. Broń Borze Liściasty nie jestem homofobem, ale uważam, że niektórzy ludzie uznają się za 'bi', bo jest to popularne w ostatnim czasie, a telewizja wciska wątki homoseksualne wszędzie - krzycząc 'jesteśmy tolerancyjni'. 

Jak wszyscy wiemy o wolność słowa, czy tolerancję ludzie walczą od zalania dziejów. Za inny kolor skóry, czy inną orientację można było zostać straconym; niestety również i dzisiaj ludzie bawią się w bogów, bo przecież jedyną słuszną rasą jest rasa biała i jedyny słuszny związek to kobieta z mężczyzną.

16 marca 2016

oo6. SOCIAL MEDIA TAG - SERIALE

 Przeglądając ostatnio różne różniste blogi, trafiłam na bibliotekę marzeń i jej autorka, Posy, zauroczyła mnie swoim Coffee Book Tagiem (jest naprawdę super, polecam zajrzeć!). Po wymianie komentarzy, okazało się, że różnorodnych tagów są miliony. Wystarczy tylko dobrze poszukać! Stwierdziłam, że notka, którą zaczęłam pisać o serialach, zostawię na większą ilość weny, a teraz zajmę się właśnie tagiem, obczajonym u Posy. Zmieniłam tylko książki na seriale z racji bycia wieloletnim serialomaniakiem. 

9 marca 2016

oo5. Miniatura #1





Jednego dnia jesteś żoną, dbającą o dom, ukochanego, ognisko domowe. Czekasz z niecierpliwością na niego – masz ważną wiadomość. 

Następnego dowiadujesz się, że twoje starania poszły na marne, ponieważ nie jesteś
już jedyną kobietą w jego życiu i dziecko, które nosisz pod sercem, tego nie zmieni. 

Jednego dnia jesteś najlepszym rozgrywającym w drużynie, masz pieniądze, kobiety i podobno najlepszych przyjaciół pod słońcem.

Następnego upadasz i dowiadujesz się, że nigdy więcej nie zagrasz. Szukasz wsparcia, którego nie znajdujesz. Zostajesz sam – przyjaciele znaleźli sobie nowego lidera. 

Jednego dnia jesteś lekarzem ratującym życie przedszkolaka. Walczysz z sercem, które nie umie sobie poradzić. Mimo zmęczenia i braku tchu – wygrywasz.

Następnego budzi cię pielęgniarka, informując, że twój pacjent właśnie umiera. Reanimujesz, mimo że nic nie możesz już zrobić, to twój pierwszy zgon – nie zapomnisz tego nigdy. 

Jednego dnia jesteś studentem sztuk pięknych. Jesteś szczęśliwy, planujesz przyszłość z dziewczyną, za którą szalejesz.

Następnego dowiadujesz się, że bardzo jej przykro, ale to koniec. Siadasz na łóżku
– twój świat właśnie się zatrzymał. 

Jednego dnia jesteś zwykłą asystentką. Zajmujesz się dokumentami, parzeniem kawy, robieniem prezentacji dla szefa – nie dostrzegasz, że powoli rozbijasz komuś rodzinę. 

Następnego jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie – powiedziałaś tak. 


Z goryczą przełykasz ślinę, przekraczając próg rodzinnego domu. Czekasz tylko, aż twoja matka powie „a nie mówiłam?”, ale tak się nie dzieje. Przytula cię mocno – a świat przestaje się liczyć - w końcu nie musisz trzymać fasonu. 

Mijają dni, a ty sięgasz po kolejne butelki z wysokoprocentową zawartością. Nie odbierasz telefonów od prasy, rodziny. Ludzie zaczynają zaglądać ci w okna, a ty masz wszystko
w dupie – twój świat się zawalił. Z pięknego orła zostało tylko pióro. 

Wiesz, że ludzka śmierć wpisana jest w twój zawód, ale nie umiesz sobie poradzić. Każda próba snu kończy się głośnym płaczem. Kiedy twój przełożony każe ci się wziąć w garść,
ty zastanawiasz się nad sensem swojej pracy. Czy na pewno chcesz być lekarzem?

Stajesz na środku placu z całym swoim dobytkiem i nie wiesz, co masz zrobić. Jeszcze chwilę temu byłeś szczęśliwym artystą, teraz czujesz się jak śmieć. Nie jesteś w stanie ruszyć się
z miejsca, a co dopiero przygotować swoją wystawę, o której tak marzyłeś. 

Jesteś szczęśliwa, patrząc na pierścionek od niego. Wszyscy z jego otoczenia dają
ci do zrozumienia, że prędzej czy później się tobą znudzi i wróci do brzemiennej żony – robisz więc dobrą minę do złej gry i udajesz, że wszystko jest okej. 


Mijają miesiące i zauważasz, że nie-twój mąż zaczyna coraz bardziej się interesować tobą
i twoim stanem, ale nie jesteś już taka naiwna. Tym razem nie dasz sobie opowiedzieć bajki ze szczęśliwym zakończeniem. Zbywasz go, dając do zrozumienia, że świetnie radzisz sobie SAMA. A na koniec dnia, oglądając się w lustrze możesz ze spokojem powiedzieć – nareszcie jestem szczęśliwa.

Mijają miesiące, a ty nie zauważasz swojego małego problemu. Po milionach nieodebranych połączeń, przed twoimi drzwiami, zjawia się siostra. Grozi, że nie odejdzie, póki nie otworzysz. Kuśtykasz nawalony w trzy dupy i z rozbrajającym uśmiechem mówisz – mam się zajebiście – na szczęście jest mądrzejsza, dając ci po ryju. 

Mijają miesiące nim możesz spojrzeć z czystym sumieniem w swoje odbicie. Nocne krzyki powoli ustępują i teraz wiesz, że proszenie o pomoc nie jest żadnym wstydem. Terapia ci pomaga. 

Mijają miesiące w ciągu których ani razu nie ruszyłeś farb. Czujesz się do dupy, nie masz humoru, nie jesz, za to dużo palisz. Aż któregoś wieczoru mówisz do siebie – pierdolę – odpalasz kolejnego papierosa i otwierasz szkicownik. Nadszedł czas, żeby znów zawojować świat.
Mijają miesiące, planujesz ślub, wybierasz suknię. Udajesz, że wszystko jest okej – to tylko jego chwilowe wątpliwości. Przecież ona się nie liczy, liczysz się ty. On zawsze tak mówił. Uśmiechasz się do swojego odbicia, ale gdzieś w głębi obawiasz się, że twoja suknia nie doczeka tego dnia.


Pogodziłaś się już z myślą, że będziesz samotną mamą. Zaczynasz nowe życie i choć on dalej będzie w nim uczestniczył – jesteś silniejsza. Meblując SWOJE mieszkanie, tworzysz własne zasady; nie musisz się już przejmować tym, że kanapa powinna stać przy oknie. Teraz
to TWOJA kanapa i stoi tam, gdzie powinna. 

Twoja siostra jest uparta bardziej niż ty. Codziennie walczycie o przetrwanie dnia,
ale w końcu dostrzegasz, że TWOJE życie jeszcze się nie skończyło – a los chce ci dać drugą szansę. I chociaż już nigdy nie zagrasz dla ukochanej drużyny, masz szansę zarazić pasją młodsze pokolenie, stworzyć drużynę na własne podobieństwo. Tylko mądrzejszą w wybory.

Stajesz przed wyborem specjalizacji. I chociaż kilka miesięcy temu nie wiedziałaś, co wybrać teraz jesteś pewna tego bardziej niż czegokolwiek – będziesz walczyć z ludzkim sercem.
Z czasem udaje ci się ponownie otworzyć na współpracowników i okazuje się, że razem możecie zdziałać cuda. 

Udaje ci się skończyć obrazy przed terminem pierwszej wystawy. Jesteś z siebie dumny, dałeś radę, mimo przeciwności losu. Szykując się na SWOJE wydarzenie, przeglądasz się w lustrze i pierwszy raz od miesięcy – uśmiechasz się; możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. 

TWÓJ dzień nadchodzi, a ty tego nie czujesz. Nie ma radości, ani uśmiechu. Gdzieś po drodze zgubiłaś jego i chociaż dwoisz się i troisz on jest jakiś niedostępny. W końcu mówi ci, że nie może cię poślubić i tym razem to TWOJE życie zmienia się na zawsze. 


Nadchodzi dzień, w którym twoja córka postanawia się urodzić. Jesteś sama,
ale nie boisz się. Oddychasz tak, jak cię uczyli i po kolei robisz wszystko tak, jak zaplanowałaś wcześniej. Jedziesz do szpitala, informując eksa, że to już

Siedzisz w szpitalu, czekając na wyniki prześwietlenia. Modlisz się, żebyś przestał kuśtykać, 
w końcu zostajesz trenerem! Dla zabicia czasu i nerwów, przysiadasz się do samotnej ciężarnej kobiety. Zaczynacie rozmawiać, a ty zaczynasz nawet żartować. 

Na izbie trafiasz na młodego chłopaka, który po pijaku, władował się całym sobą
w przystanek autobusowy. Słuchasz jego historii na trzy pokolenia wstecz, starając opatrzyć jego głowę bezboleśnie. Uśmiechasz się, wiesz, że to dobry dzień na uratowanie komuś życia. 

Po udanym wernisażu pijany i szczęśliwy ruszasz miastem do domu. Odpisując
na jej gratulacje, wpadasz na przystanek, rozbijając boczną szybę. Rozcinasz łuk brwiowy,
ale zamiast syczeć z bólu, zaczynasz się histerycznie śmiać. Trafiasz na izbę i opowiadasz historię swojego życia. Wiesz, że to był udany wieczór, mimo wszystko. 

Pod wieczór on dostaje wiadomość, po której wybiega z waszego gniazdka jak oparzony. Jesteś świadoma, że to koniec. Pakujesz walizki, ściągasz pierścionek, zostawiasz liścik i wychodzisz. Chciałaś być jedyną – nie wyszło. 

Nie zdążysz mrugnąć - a twoje życie się zmienia.  

... 

Jeden kolor przedstawia jedną osobę i jej historię na przestrzeni jakiegoś okresu czasu. Nie wiem, czy jestem z tego w stu procentach zadowolona - muszę się z tym przespać i wtedy ocenię, poprawię, czy jednak jest tak, jak zaplanowałam sobie we łbie. Napisałam to, inspirując się starym postem znajomej z RPG. Tylko, że u niej było ładniej - było więcej emocji. Ja walczę z opisem emocji. Uczę się tego ciągle, bo to mi bardzo nie idzie.
Walczę z blogspotem i zostawianiem przez niego pojedynczych liter.  Może ktoś ma jakąś złotą uwagę? 

3 marca 2016

oo4. Co by było, gdyby...?

     Człowieku! Zastanawiałeś się kiedyś nad swoim istnieniem w przypadku wybuchu jakiejś epidemii/przylotu obcych/uderzenia żywiołów w naszą planetę? Nie? Świetnie, ja też nie, więc teraz łatwiej będzie nam przetrawić to, co tutaj nastukam. 

oo3. O tym, jak szybko stracić zapał do blogowania

Czyli o tym, jak zostałam skończoną idiotką! 

    
      Kilka dni snułam się z myślami, co na blogu mogę poprawić/zrobić/ogarnąć. I w końcu naszło mnie! 
      Stwierdziłam, że 365 day photo challenge przeniosę na zewnętrzną stronę, gdzie mogę dodać zdjęcia wcześniejsze z datami, w których faktycznie się one pojawiły, a na blogu zostaną same notki i będzie przejrzyściej. 

oo1. O tym, jak z ałtoreczki stałam się hejterem



     Kiedy sto lat temu zaczynałam pisać - jeden z moich pierwszych blogów nadal wisi na blogasku.pl - uwielbiałam dostawać jednozdaniowe komentarze. Głupio brzmiące "super odcineczek, pisz dalej" było wyznacznikiem zajebistości w swojej kategorii. I niech tylko ktoś próbował mieć inne zdanie! Nie, w zasadzie nie było miejsca na inne zdanie.
     Wszystko, co wiązało się z krytycznym nastawieniem, zostawało przeklęte przez chór nastoletnich blogerek.