Człowieku! Zastanawiałeś się kiedyś nad swoim istnieniem w przypadku wybuchu jakiejś epidemii/przylotu obcych/uderzenia żywiołów w naszą planetę? Nie? Świetnie, ja też nie, więc teraz łatwiej będzie nam przetrawić to, co tutaj nastukam.
Statki obcych nad naszymi głowami? Tajemnicza epidemia? Wybuch bomb atomowych? Opady deszczu/śniegu, które nie chcą się skończyć i pochłaniają miasto za miastem? Dziś stawiam na umarłych, powracających do życia - od czasu wyemitowania pilota The Walking Dead jest to chyba najczęściej wybierany motyw.
Po drugim, czy trzecim odcinku powyższego serialu zaczęłam zagłębiać się w dzieło stacji AMC. Przeczytałam kilka przetłumaczonych zeszytów komiksu, na podstawie którego serial jest kręcony, wzięłam na tapetę opowiadania w tej tematyce (do dziś chętnie takie czytam, pozdrawiam Cię, Blue!), a także przejrzałam filmweb, z którym wtedy się przyjaźniłam. Wśród gąszczu spoilerów i zachwycania się Darylem Dixonem, znalazłam temat, który mnie zainteresował - epidemia zombie w Polsce. I teraz mogę zacząć notkę właściwą...
W obliczu apokalipsy
Wyobraź sobie, że jest piątkowy wieczór. Za tobą mega ciężki tydzień w szkole/pracy i w życiu prywatnym - kłótnia z rodzicami, rzucił cię chłopak, a siostra znów pożyczyła twoje ciuchy bez pozwolenia.
Siedzisz w pokoju, obrażona na wszechświat. Jedynym miłym elementem końca tego dnia jest serial, na który czekasz od początku zimy.
Trójkąt twoich ulubionych bohaterów? Jest.
Poważna choroba w rodzinie? Jest.
Wypadek samochodowych? Jest.
Największe serialowe ciastko idzie do pudła za coś, czego nie zrobił? Jest.
Odhaczasz kolejne spojlery z listy, które zebrałaś w czasie czekania na ten odcinek, kiedy z drugiego pokoju woła cię mama.
Dla świętego spokoju - idziesz. Po drodze ze sto razy przewracasz oczami, bo znając siebie - znowu czegoś nie zrobiłaś, a wiesz, że rodzicielka nie lubi syfu w kuchni.
Wchodzisz do pokoju, gdzie siedzą rodzice i od razu zerkasz w telewizor. Wystraszona prezenterka próbuje przekazać wiadomości, które dotyczą agresywnych zachowań ludzi na ulicach twojego miasta.
W końcu przełączacie na inny kanał, mając nadzieję, że to jakiś głupi żart stacji albo nowa akcja, która ma na celu pomóc komuś albo coś sprzedać. Niestety na każdym programie to samo - prowadzący starają się zachować spokój i nakazują zostać wam w domu, bo przecież przeszkoleni wojacy na pewno dadzą sobie z tym radę.
Ojciec w końcu podnosi się z fotela i zarządza zamknięcie wszystkich drzwi i okien.
Jeśli wszyscy jesteście w domu - masz dużo szczęścia, ale co jeśli tak nie jest? Wychodzisz i szukasz? Zostajesz i czekasz?
Mija kilka dni i nikt już nie ma nadziei na lepsze jutro. Wojsko się wycofuje, ludzie masowo wyjeżdżają, pakując cały dobytek do niewielkich samochodów. W końcu wy też musicie coś postanowić...
Pamiętaj, że jesteś w Polsce i twoja wiedza serialowa będzie się różnić od tego, co spotkasz na swojej drodze.
Analizując temat na filmwebie, stwierdziłam, że w moim przypadku bardziej bezpiecznym wyjściem byłoby zostanie w domu. Mieszkam kilka kilometrów za miastem, na wzgórzu, na którym stoi raptem kilka domów. Co prawda nie dorobiliśmy się jeszcze ogrodzenia, ale myślę, że w takich warunkach dałoby się zrobić nawet z drewnianych beli.
Jeżeli chodzi o żywność - tu byłby problem. Poza jabłonią i jakimiś wiosenno-letnimi niewielkimi uprawami, moi rodzice nie chomikują też żadnych ryżów, makaronów. Musielibyśmy chyba wywieźć pół sklepu z centrum handlowego.
Co prawda sobie nie wróżę długiego przeżycia w takiej sytuacji - kiedyś w teście wyszło mi, że uda mi się przetrwać trzy dni. Poza tym jestem bardzo strachliwa. Bardzo (jeśli coś robię i nie zwracam uwagi na otoczenie, a ktoś podejdzie albo się ruszy to od razu zawał murowany). Plus w każdej grze, w której trzeba przetrwać, mam swój własny cykl - włączam, wyłączam na straszniejszym momencie, włączam znów i wyłączam, kiedy mam kolejny atak serca.
A co Ty byś zrobił w obliczu apokalipsy?
Kolejna fanka TWD!!!! W obliczu apokalipsy chciałbym stworzyć obóz dla żyjących i jak Rick z Mishonne biegać z kataną. Czy by mi się udało nwm.
OdpowiedzUsuńBTW dobry post, też lubię TWD i taką tematykę.
Zapraszam do mnie http://poszukiwaczxmagii.blogspot.com/
Boże, MEGA! ŻYCIE mi wskazało, że i tobię muszę opowiedzieć dzisiejszy sen :D.
OdpowiedzUsuńBył bardzo podobny - z rodzicami, bratem i moją partnerką wędrowaliśmy sobie po Polsce, aż tu nagle zabrakło nam paliwa i wylądowaliśmy na wsi zabitej dechami. Było cholernie cicho, dziwnie, okna naprawdę miały te deski. Nagle koło brata wyrósł policjant - nie patrzył na nas, tylko w drugą stronę, z której nagle zaczął dobiegać jakiś łoskot. Przerażeni spojrzeliśmy w tamtą stronę - to bezład ludzkich ciał toczył się z góry, krzycząc i to się rozlatując, to znów stając się jednością. Policjant obok brata odwrócił głowę o 180 stopni. Już wiedzieliśmy, że musimy dać nogę. Udało nam się wbiec do jakiegoś domu, w którym kłębili się ludzie. Potem nie pamiętam co było, ale od kilku dni zombie próbowały się wedrzeć do mieszkania. W końcu im się udało i musiałam matkę od garów odciągać. Wszyscy mieli taką broń, ale we śnie stwierdziłam, że, cholera, nie lubię jak coś boli. Wybudziłam się, myśląc, że może już nic mi się śnić nie będzie - bez szans. Sen toczył się dalej. Przedarliśmy się, to znaczy jacyś obcy ludzie i ja z partnerką, do busa. Jechaliśmy długo, aż złapaliśmy gumę - zombie cały czas za nami biegło w tej dziwnej, majestatycznej kupie. Porażka. Wiedziałam, że mnie trafią, osłoniłam A. Kiedy mnie gryźli, ona stwierdziła, że mam sobie odgryźć palec z pierścionkiem i jej dać - taka pamiątka po tym, że kiedyś byłam normalna (wiem, to już jest dziwne). Zmieniłam się zombie, widziałam obrzydliwą stronę siebie, ale w środku nadal byłam tym samym człowiekiem. Nic jednak nie mówiłam, walcząc z tymi postapokaliptycznymi pragnieniami. W końcu coś zgniotło autobus i no... umarła... Znów się obudziłam, a kiedy zasnęłam na zaledwie godzinę ludzkiego czasu, śniło mi się, że banda zjadła na moich oczach moich rodzicieli.
Na szczęście musiałam wstać i iść do szkoły, klasa maturalna chodzić jeszcze musi :D
pozdrawiam cię ciepło i dzięki za zapodanie świetnego postu!
zapraszam do nas: gorszysort.blogspot.com + obserwuję.
Straaaaszny sen! Naprawdę! Kiedyś też śniło mi się, że uciekałam z ludźmi przed stadem szwendaczy, ale obudziłam się zlana potem w środku nocy! Nie mogłam zasnąć, ale nie mogłam też rozglądać się po własnym pokoju, bo widziałam jakieś znaki, jakby się coś miało zadziać za chwilę!
UsuńLudzki mózg uwielbia płatać figle xD
Dzięki za komentarz, odwiedziłam i Was! :)
pewnie uciekałabym nie wiadomo gdzie :D
OdpowiedzUsuńMój blog